Czas w Dolinie Biebrzy - Lato

 
Rzeka Biebrza
 
Żeby poznać Dolinę Biebrzy postanawiam spędzić trzy dni na spływie tratwą nurtem rzeki Biebrza. Tą fotoeskapadę bedę dzielić z Panem Mężem zwanym dalej Matim lub Mateuszem 😉 i moim najmłodszym synem Kubą.
Starsza młodzież postanowiła zostać w domu. Cóż nadchodzi pomału czas samodzielnych lotów u moich odchowanych już piskląt. Całe szczęście obiecali, że jeszcze raz na jakiś czas ''polecą'' na jakąś eskapadę z nami - ale nie tym razem.
Najmłodsze pisklę - nasz dorastający nastolatek - właśnie wrócił od dziadków z rozpieszczania na sto procent (tak jak to u dziadków powinno być), prezentując perfekcyjną fryzurę prosto od fryzjera. Hit sezonu - tyle, że grzywka w oczach. W parze z fryzurą wróciło do domu sto procent nastolatka w nastolatku. Uff... Czas na trochę surwiwalu 😉
W pierwszej kolejności mamuśka nożyczkami szkolnymi do papieru (inne, gdzieś się zapodziały) ząbkuje grzyweczkę. Perfekcyjnie 🙂 Co prawda trochę krzywo, ale oczy odkryte i brak rzutu głową co pięć sekund dla odgarnięcia super modnej grzywy, rodem jak u Mustanga z Dzikiej Krainy. Nawet się koledze podoba i od razu tembr głosu ( nieco za bardzo obniżony jak na możliwości wstępne mutacji) podniósł się o jakieś pół skali 😉 Szybkie pakowanko – to znaczy ja pakuję. Nie ma co liczyć na zapracowanego Pana Męża... Na dodatek nie zamierzam ryzykować spakowania trzech rzeczy na krzyż – bo Ty zawsze pakujesz za dużo rzeczy. Każda mama rozumie, że: można przemoknąć, może się załamać pogoda i może być baaardzooo zimno, może być również baaaardzooo gorąco. W pierwszym i trzecim przypadku trzeba się przebrać a w drugim doubierać... prawda??? Na dodatek trzeba wziąć wszelkie niezbędne leki: na przeziębienie, na dolegliwości żołądkowe, na ukąszenia, na zranienia, do oczu, do uszu, na serce ( w końcu latka lecą ;)), no i na ból głowy – wszelakiego rodzaju 😉 itp., itd. Nie może oczywiście zabraknąć adrenaliny i leków przeciwstrząsowych. Taką mamy zasadę przy naszych wyjazdach – ja mam wszystko dla ew. ratowania człowieków a Mati do ratowania pojazdów, którymi się poruszamy – tutaj tworzymy parę prawie doskonałą :D. Pozostawiam Panu Mężowi spakowanie niezbędnych rzeczy do przetrwania w warunkach poza cywilizacją typu: narzędzia, latarki, scyzoryki, butlę gazową, suchy prowiant, bezwzględnie konieczny ekspresik do kawy (poranek bez kawy, to nie poranek) i rzeczy służące przyjemnościom – płetwy, rurki, maski. Każde z nas z osobna samodzielnie zajmuje się książkami i sprzętem fotograficznym. Konieczne są dodatkowe baterie, karty do aparatu, power banki do ładowania komórek. Czekają nas trzy dni bez dostępu do prądu. A co najważniejsze nie będzie dostępu do gier i tym podobnych nastoletnich przyjemności 🙂 Sieć telefoniczna co prawda będzie - z tego akurat się cieszę, bo zawsze to bezpieczniej a na gry nastolatkowi po prostu nie udostępnimy 🙂 Naładowane komórki będą potrzebne do ew. kontaktu ze światem poza Biebrzą. Po pierwsze jakby coś się stało, a po drugie konieczny jest kontakt z młodzieżą, która zostaje w domu. Pępowina co prawda między osobistą zagrodą a Biebrzą się naciągnie, ale na całkowite jej przecięcie chyba nigdy nie będę gotowa...
Kuba pakuje swoje książki, karty (lubimy grać na wyjazdach w remika), ja jeszcze dorzucam scrabble.
Wyjeżdżamy o szóstej rano. Mamy ok. 550 km do przejechania. Odbiór tratwy ustalony jest dopiero na godzinę osiemnastą - nie wiadomo jednak jaki będzie ruch na drodze, więc lepiej wyjechać wcześniej. Młodzież starsza tak bardzo cieszyła się na dziesięć dni wolności bez czujnej opieki ''staruszków'' a tutaj niespodzianka - budzą się o szóstej (normalnie wakacyjna pora pobudki to okolice między dziesiątą rano a dwunastą w południe – tu najlepsze osiągi ma córeczka) i jakoś tak czule się żegnają. Trochę robi mi się miękko. Natomiast jak już zamykamy bramę, to banany uśmiechu kwitną na twarzach starszego potomstwa. Czas wolności nadszedł 🙂 Tylko Rudolf nasz rudy piesek jakoś dziwnie patrzy. Takiej sytuacji jeszcze u nas nie było. Pewnie czuje się trochę zakręcony. Normalnie z wielkimi walizkami i plecakami wyjeżdża cała rodzinka a on ląduje u dziadków na totalnym rozpieszczaniu i dokarmianiu ( rozpieszczanie u dziadków dotyczy zarówno dzieciaków, jak i psiaków – Rudolf wraca od dziadków jaj baleronik a potem spala nadmiar tłuszczyku biegając z Panią (czyli ze mną 🙂 )
No to ruszamy. Droga ucieka nam szybko. Nie ma korków. Jak jeździmy teraz przez Polskę to przepaść między tym jak wyglądały drogi jeszcze dziesięć, pietnaście lat temu i teraz jest ogromna. Kiedyś podróż wschodem Polski była koszmarem, teraz od Warszawy droga S8 jest naprawdę komfortowa. Pomimo postoju na obiad w Dolinę Biebrzy wjeżdżamy ok. godziny piętnastej.
Jadąc przez wioski nasz Kuba przeszedł już na kanał zachwycania się 🙂 Co chwilę wydaje okrzyki zachwytu nad krowami pasącymi się na polach przy drodze,
Krowy nad Biebrzą
przelatującymi boćkami,

Bocian nad Biebrzą

rozległymi, ciągnącymi się przy drodze polami

Łąki Biebrzańskie

- ogólnie nad wsią polską. Chociaż właśnie na wsi mieszka, ale bardziej podmiejskiej, więc zupełnie inaczej wyglądającej. Tembr głosu naszego nastolatka podnosi się jeszcze o pół skali i mamy normalny głos Kubusia 🙂
W końcu dojeżdżamy na miejsce, skąd wypożyczamy tratwę na spływ po Biebrzy. Sztabin Biebrza24 - ośrodek wypoczynkowy położony w Górnym Basenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Okazuje się, że miejsce jest rodzinnym pensjonatem prowadzonym przez mamę i dwóch synów z rodzinami. Mnie od razu zachwyciła Pani Mama, która zaczęła opowiadać o Biebrzy jak o swoim własnym domu. O górze z orłem bielikiem (w Dolinie Biebrzy, jeżeli wzniesienie terenu ma 2 m n. p. t. – to już jest góra 😉 ), o meandrach, o drzewie trójpalczastym, o bobrach i łosiach, o mgłach o poranku i kluczach przelatujących ptaków, o wschodach i zachodach słońca, i o nocach na Biebrzy... A ja już chcę Panią Mamę z Biebrzy24 zabrać na spływ ze sobą. Niestety nic z tego. Trzeba będzie odkrywać Biebrzę samemu...
Już nie mogę się doczekać wejścia na tratwę. Przepakowujemy rzeczy potrzebne na tratwę do samochodu gospodarzy, dużego vana i jedziemy. Starszy z synów Piotr zawozi nas nad Biebrzę do miejsca startu. Po drodze spotykamy boćka, który przygląda się nam z uwagą. Mam wrażenie, że w jego oczach można wyczytać zapytanie – jesteście pewni, że chcecie zapuścić się w moje królestwo.

Bocian nad Biebrzą

Odpowiadam mu, mrugając okiem – jesteśmy pewni 😉

Miejsce, z którego odpływamy to Czarniewo.

Miejsce startu tratwy

Tratwa prezentuje się okazale - jak kurnik i zagnieździł się tam już jeden kogucik 😉

Dzieci na tratwie

Ma nawet dwie sypialnie 😉

Dwie sypialnie na tratwie

No to witamy na salonach 😉
Pan Piotr dokładnie tłumaczy nam kanony sztuki ''pychania'' pychami, korzystania z toalety na brzegu – oczywiście przy pomocy saperki, przepływania pod niskim mostem (jak się potem okazało baaardzo niskim 🙁 ). Na koniec mówi - właściwie to się nie przejmujcie, niech się tratwa kręci i płynie jak chce... Hmmm... Potem co nieco trzeba było zweryfikować tą opinię 😉
Ale póki co wypływamy z dużym entuzjazmem łapiąc za pychy. Tzn. prawie... Bo stół się urwał...

Dzwonimy do Pana Piotra po ratunek. Pan Piotr w godzinkę obraca, kupując mi po drodze mleko, którego zapomniałam – a poranna kawa bez mleka, to nie kawa... Mleczko dostarczone, stół naprawiony ( to znaczy dbać o klienta :D). Bardzo dziękujemy Panu Piotrowi i wypływamy... A właściwie wypychamy tratwę na teraz już naszą Biebrzę... 🙂 Synuś daje mamusi biały kwiatek powoju z gatunku kielisznika zaroślowego (Calystegia sepium) 🙂

Kwiatek

 Niby zwykły powój a zachwyca...

Kwiat

 Wkładam kwiat we włosy i pycha mi się od razu lepiej 🙂

Odpychanie tratwy

Pomimo tego, że wypływamy ok godz. 19.00 wieczorem postanawiamy dopłynąć do Pobojnej Góry. Przecież tam czeka na nas z utęsknieniem Pan Orzeł Bielik. Spływamy nurtem Biebrzy w świetnych humorach. Rzeka praktycznie niesie nas sama i musimy korygować tylko w meandrach, gdzie z reguły tratwa kręci powoli młynka. Nasz nastolatek siedzi na dachu tratwy z lornetką przy oczach, z uwagą obserwując otoczenie. Prawie jak bocian z gniazda – tylko zamiast czerwonych ma zielone butki 😉

Podglądanie przyrody z dachu tratwy

Otacza nas niesamowita cisza. Jedynie wiatr szumi w trzcinach rosnących po obu stronach rzeki -trzcina pospolita (Phragmites australis) -

Rzeka Biebrza i jej koryto

które ciągną się łanami jak okiem sięgnąć i tylko raz na jakiś czas zakrzyczy gdzieś bliżej, lub dalej ptak.

Ptaki nad rzeką

Nagle słyszymy jakby dziwną melodię, jakby buczenie - raz dłuższe, raz urywane. Myślę, że to jakiś ptak. Co to jest? Nie wiem, ale brzmi przepięknie.....
W wodzie płożą się rośliny tworząc swoiste, żółto-zielonobrązowe podwodne lasy. Tutaj forma pływająca jeżogłówki pojedynczej (Sparganium emersum) i liście grążela żółtego (Nuphar luteum)

Roślinność rzeczna

Ta cisza dla nas, tzn. dla mnie i Matiego, jest czymś niosącym niesamowitą ulgę i wypełniającą spokojem. Nawet Kuba zwykle bardzo rozgadany, milknie i też się w tym spokojnym pięknie zawiesza. Tak to jest miejsce na świecie, którego w tym momencie naszego absolutnego codziennego zakręcenia i zaganiania bardzo potrzebowaliśmy. Absolutnym szczęściem wypełnia nas ta chwila ucieczki ze świata rzeczywistego, bo jesteśmy jakby poza tym co namacalne i łatwe do zdefiniowania.

Płyniemy i za każdym meandrem już widzimy jakąś kępę drzew na niby wzniesieniu, która wydaje nam się oczekiwaną z utęsknieniem Pobojną Górą, na której mieszka Pan Orzeł Bielik.

Pobojnia Góra

Nic bardziej mylnego... Płyniemy i płyniemy, mijamy kępę z kępą i znowu płyniemy... Robi się coraz ciemniej

Rzeka Biebrza nocą

i głodniej. Mati postanawia rozpalić grilla. Byłby to super pomysł, gdyby nie poziom dymienia – robi się atmosfera absolutnie nie do zniesienia, więc grill ląduje na dachu tratwy. To okazuje się być super rozwiązaniem. Tratwa jest stabilna- praktycznie nie buja, dym leci sobie górą a grill na dachu prezentuje się całkiem malowniczo 🙂

Grill na tratwie

Kiełbaski lądują na grillu

Kiełbaski na grillu

i po chwili zaczynają apetycznie pachnieć – a w moim brzuchu burczy coraz bardziej...Ileż można czekać na kiełbaski – burczę werbalnie do Pana Małżonka – jakby mógł cokolwiek przyspieszyć. Ale przy pustym żołądku racjonalizm myślenia jakby zanika ;( O mało nie jem kolacji na zimno. Jakoś jednak daję radę i doczekuję usmażonych, no może nie całkiem przypieczonych, ale w każdym bądź razie gorących kiełbasek. Przerzucamy się z Matim z pychów na pagaje (tutaj ja ze względu na przeszłość żeglarską mam większą wprawę) i pagajujemy w stronę bliżej nieokreśloną, bo już jest całkiem ciemno. Nasz Kubuś w tym czasie dzielnie przyrządza nam hod dogi z chleba, pachnących kiełbasek i musztardy. Mniam pyszne 😀 Gdy żołądki mamy pełne humor nam wraca i wesoło pagajujemy sobie przez otaczającą nas noc – tylko gwiazdy i księżyc lekko rozjaśniają drogę a trzciny na brzegu wskazują koryto rzeki.

Trzcina na Biebrzy

Pomału meander za meandrem pokonujemy kolejne metry. Z przybrzeżnych traw co chwilę wylatują jakieś stworzenia – myślimy, że nietoperze. Próbuję je sfotografować w świetle lampy błyskowej. Okazuje się, że to nie nietoperze, tylko małe jaskółki dymówki (Hirundo rustica), które zamieszkują przybrzeżne trzciny. Jest ich mnóstwo.

Ptaki nocą

Ptak nocą

Na zdjęciach widać, że otaczająca nas ciemność jest również pełna latających owadów.

Gwieździste niebo

W końcu jesteśmy tak zmęczeni, że postanawiamy przycumować w pierwszym nadarzającym się meandrze. Jest to przy kolejnej kępie drzew. Myślimy, że może to właśnie jest góra orła, ale jeżeli nie – to trudno. Nie mamy siły płynąć dalej. Cumujemy przy prawym brzegu w wysokich trzcinach (jak się potem okazuje – duży błąd). Mati wbija dwa pychy od strony nurtu rzeki, wskakujemy w śpiwory i natychmiast zasypiamy. Jesteśmy absolutnie wykończeni - nie słyszymy nawet nocnych odgłosów Biebrzy... To przeżycie jest dopiero przed nami...
Pierwszym odgłosem, który mnie budzi jest krzyk orła. Przeraźliwy, ostry, krótki, przeszywający. Szybko się ubieram, biorę aparat i idę na dach tratwy. Jest czwarta rano i piękny świt przebija się przez wiszące chmury, błyszcząc w oddali na niebie.

Przebijające się Słońce

Znowu słyszę krzyk orła, dobiega z lasu. No i tutaj mamy dwie wiadomości: pierwsza dobra – dopłynęliśmy do Pobojnej Góry z Panem Orłem Bielikiem jako gospodarzem, druga zła -jesteśmy przycumowani przy brzegu po drugiej stronie rzeki 🙁

Pobojnia Góra nad Biebrzą

I co tu zrobić – myślę. Jest czwarta rano. Mati śpi i nie mam sumienia go budzić. A orzeł krzyczy i krzyczy, a ja nie mogę zejść na brzeg i iść go poszukać. Marzyłam, żeby go sfotografować siedzącego na drzewie, lub przelatującego z drzewa na drzewo... Jednak żal mi Matiego. Idę cicho po materac, koc, poduszkę i dodatkowo - lornetkę, jakby orzeł się pokazał za daleko do sfocenia, to przynajmniej sobie go pośledzę przez lornetkę 🙂 Kładę się na dachu, wsłuchuję się w krzyki orła i napawam oczy budzącym się dniem nad Biebrzą...

Rzeka Biebrza

Krzyki orła wibrują w całym moim wnętrzu. Nawet nie jest tak zimno, tylko trochę wilgotno. Mija godzina – orzeł odzywa się coraz rzadziej, na chwilę zasypiam. Budzę się i dalej czekam. Naokoło mnie latają malutkie muszki - jętki jednodniówkowate (Ephemeridae). Jętki odbywają gody na dachu naszej tratwy. Wyglądają jakby tańczyły jakiś piękny taniec.

Owady Biebrza

Owady

Rozmnażanie owadów

Niezależnie - małe, czy średnie, czy też całkiem duże stworzenia zaloty muszą być. Wszystkim na tej naszej Matce Ziemi zależy na przetrwaniu gatunku. Więc samce odbywają tańce godowe a samiczki dają się uwodzić 😉 Niestety w przypadku jętek samiec zaraz po zbliżeniu z samicą ginie, a samica kończy swój żywot po złożeniu larw. Chyba nie do końca fajnie jest być jętką 🙁 Całe szczęście, że to nie dotyczy wszystkich gatunków w świecie przyrody...

Jest coraz jaśniej. Na niebie pojawia się klucz wysoko przelatujących ptaków.

Klucz ptaków nad Biebrzą

W tym momencie trochę zazdroszczę ptakom – chociaż z natury boję się latać, to niski przelot na drugi brzeg rzeki bardzo by mi w tym momencie odpowiadał. A tak to czuję się trochę jak księżniczka uwięziona na wieży – tylko, że ani ze mnie księżniczka, ani dachu tratwy z wieżą porównać się nie da 😉

Orzeł w końcu przestaje krzyczeć. Jest siódma rano. Zbieram rzeczy, wzdycham sobie trochę z rozczarowaniem, bo chociaż świt był piękny – to orła nie zobaczyłam. Mam jednak nadzieję, że jeżeli mieszka w tym lasku, to jak Mati się obudzi przecumujemy tratwę, pójdę go poszukać i  może znajdę...
Cicho wsuwam się do śpiwora i dosypiam małą godzinkę. Budzimy się około godziny ósmej. Szybko przepychamy tratwę na drugą stronę rzeki. Mati mówi, że się obudził jak wstawałam o czwartej rano i słyszał orła, ale nie chciało mu się wychodzić ze śpiwora. No pięknie – to ja wzdycham na dachu tratwy do Pana Orła Bielika jak jakaś panna na wydaniu do swojego kawalera, a mój Pan Mąż w tym czasie udaje, że śpi. I czy opłaca się być litościwym dla swojego męża o świcie i pozwalać mu spać??? Odpowiedź nasuwa się sama ;( Jestem trochę zła, ale z drugiej strony Mateusz nie wiedział, że źle zacumowaliśmy... Trudno.
Pan Mąż próbuje się zrehabilitować, po zacumowaniu tratwy już na właściwym brzegu Biebrzy, przygotowując poranną kawę a ja biorę aparat i pędzę d lasu. Dom orła jest nie za duży, ale absolutnie piękny. Rosną tu strzeliste sosny, których stykające się korony tworzą  dach leśnego domu.

Konary drzew na Pobojniej Górze 

Oprócz sosen jest dużo różnego rodzaju drzew liściastych. Dołem rosną krzewy i młode drzewka

Las nad Biebrzą

a runo tworzą krzewy malin,

Malina biebrzańska

ścielące się liście śnieżyc, poziomek i różnorakie leśne kwiatki, wśród których dominują kolory białe, żółte, oraz różne odcienie fioletu. Kwiaty swoją słodką wonią przyciągają owady. Kilka z kwiatów przyciągnęło również moją uwagę 😉 Babka średnia (Plantago media)

Pszczoła i kwiat

Lepnica rozdęta (Silene vulgaris)

Kwiaty dzwoneczki

Lepnica rozdęta (Silene vulgaris)

Kwitnące dzwoneczki

Lnica pospolita (Linaria vulgaris)

Żółte kwiaty biebrzańskie

Chaber łąkowy (Centaurea jacea)

Chaber łąkowy (Centaurea jacea)

I jeszcze kokoryczka (Polygonatum), której zielone pąki pięknie się prezentują.

Kokoryczka (Polygonatum)

Las na Pobojnej Górze jest absolutnie nieregulowany ręką człowieka. Drzewa są miejscami połamane - rosną na nich mchy i porosty.

Mech na drzewie

Na pniach swoje miejsce mają huby

Huba na drzewie

Taki las właśnie uwielbiam. Tutaj widzimy, że potrafi absolutnie sam sobie radzić i jak cała natura żyć zgodnie z jej zegarem tykającym spokojnie przez wieki i ery. Człowiek próbuje dawać sobie prawo do jej poprawiania - takie wydumane mniemanie o swojej ważności dla istnienia świata...

Ten dąb szypułkowy (Quercus robur)  i tak będzie wielkim drzewem, jeżeli tylko człowiek mu w tym nie przeszkodzi. Nie człowiek musiał go tu zasiać, i nie człowiek będzie musiał za parę setek lat pomóc mu umrzeć...

Dąb szypułkowy (Quercus robur)

A na miejscu każdego drzewa, które zakończy swój byt na naszej planecie, odrodzi się kolejne drzewo. Tylko im w tym nie przeszkadzajmy...

Dąb

Na środku lasu są małe polany, gdzie wśród kwiatów lata mnóstwo przepięknych motyli.
Ten czerwończyk dukacik (Lycaena virgaureae) z rodziny modraszkowatych wspaniale się prezentuje na jasnofioletowych kwiatkach macierzanki (Thymus )

Czerwończyk dukacik (Lycaena virgaureae)

Czerwończyk dukacik (Lycaena virgaureae)

Ale ja szukam orła. Zostawiam, więc motyle i idę między drzewami, przedzierając się przez chaszcze krzewów, traw, no i oczywiście, żeby nie było tak łatwo – pokrzyw, oraz wysokich ostów 😉 Ten oset  (Carduus) jest całkiem okazały - jak rycerz broni przejścia dalej. Czyżby to była osobista straż Króla Orła? Całe szczęście, że nie może gonić za mną... Spokojnie wybieram inną ścieżkę i nie walczę z ostrymi kolcami Rycerza Osta 🙂

Oset (Carduus)

Jeszcze tylko spoglądam na jego kwiaty, które zachwycają różem i fioletem. Może nastroszony kolcami, ale całkiem urodziwy ten rycerz z Góry Pobojnej.

Kwiaty - Oset (Carduus)

Orła niestety ani widzę, ani słyszę. W koronach drzew rozlega się stukanie dzięcioła. Próbuję go wypatrzeć, ale jest za wysoko. Czasami przeleci jakiś ptak – ale też tylko wysoko w koronach sosen. Oprócz stukania dzięcioła, wokół panuje absolutny spokój i cisza. Zjadam pyszne leśne maliny - żadna ogrodowa nigdy nie będzie miała tego słodkiego, leśnego smaku - i cała w pajęczynach, których jest mnóstwo na krzakach i niższych drzewkach, wracam przez zalane słońcem polanki na tratwę. Czas wypić kawę. Spędziłam w lesie prawie godzinę i teraz naprawdę marzę o pysznej kawce z naszego ekspresiku 🙂 Na skraju lasu słyszę krzyk dwóch żurawi, z rodzaju żurawia zwyczajnego (Grus grus), lecących wysoko na niebie – są piękne.

Żurawie nad Biebrzą

Pijemy kawę i jemy śniadanie, które jak zawsze na naszych wyjazdach składa się z chleba z mielonką i pomidorem. W domu nigdy nie jadamy mielonek, ale jak tylko wyjeżdżamy, to mi się od razu marzy takie śniadanko 🙂

Śniadanie na tratwie

Kanapki może wyglądają średnio - ale smakują nieziemsko 🙂

W trzcinach przy tratwie latają ważki. Jak się później okazuje, te stworzonka będą towarzyszyć nam w dużej ilości i wielorakości gatunków przez cały spływ. Przerywam śniadanie - przecież nie ucieknie - a piękna samica świtezianki błyszczącej (Calopteryx splendens) mogłaby...

Świtezianka błyszcząca (Calopteryx splendens)

Po śniadaniu, już razem z chłopakami wracam do lasu. Pan Mąż zostaje na polankach wśród owadów – to jest świat, który Matiego od zawsze zachwyca. Nie na długie minuty, ale zachwyca. Dobre makro - priorytetem :). Kuba zostaje z tatą - bardziej, żeby pogadać niż zachwycać się kwiatkami i motylkami. No gdyby były z lego - to i owszem, ale takie zwykłe... Nic ciekawego. Dla przyzwoitości ze trzy razy woła jaki piękny motyl i przechodzi do dyskusji na tematy zdecydowanie ciekawsze - typu konstrukcja maszyn wszelakich ;D Wzdycham - Mężczyźni... Mali, czy duzi - tacy sami. Pięć minut dla motyli i całe życie w samochodach 😉
Idę w stronę ciszy. Jeszcze raz przedzieram się przez krzaki i obchodzę całe wzgórze, mając nadzieję na sfotografowanie orła. Niestety orła nie ma, więc zawracam - a tu moich chłopaków też już nie ma. Czekam cierpliwie na polankach. Może także postanowili obejść Górę Pobojną. Nie chcę wołać, żeby nie płoszyć tej, pięknej magicznej ciszy. Siadam wśród kwietnych dywanów, robię jeszcze parę fotek motylom. Naprawdę wyglądają przepięknie latając pośród kwiatów w pełnym słońcu.
Bielinek rzepnik (Pieris rapae syn. Artogeia rapae) na  kwiatkach macierzanki (Thymus )

Bielinek rzepnik (Pieris rapae syn. Artogeia rapae)

Bielinek rzepnik (Pieris rapae syn. Artogeia rapae)

Bielinek rzepnik (Pieris rapae syn. Artogeia rapae)

Rusałka kratkowiec (Araschnia levana) - letnia forma na kwiatostanie świerzbnicy polnej (Knautia arvensis)

Rusałka kratkowiec (Araschnia levana)

Motyl

Przeplatka atalia (Melitaea athalia)

Przeplatka atalia (Melitaea athalia)

Kraśnik purpuraczek (Zygaena purpuralis) na kwiatostanie przetacznika długolistnego (Veronica longifolia)

Kraśnik purpuraczek (Zygaena purpuralis)

Kraśnik purpuraczek (Zygaena purpuralis)  na kwiatostanie świerzbnicy polnej (Knautia arvensis)

Kraśnik purpuraczek (Zygaena purpuralis)

Kraśniki purpuraczki (Zygaena purpuralis) na kwiatostanie przetacznika długolistnego (Veronica longifolia)

Kraśnik purpuraczek (Zygaena purpuralis)

i pracowitej pszczole miodnej (Apis mellifera), która chociaż dźwiga pełne dzbany nektaru, to nie może oprzeć się słodyczy chabrów bławatków (Centaurea cyanus).

Apis mellifera

Wygląda niesamowicie cała unurzana w pyłku kwiatowym.

Pszczoła w pyłku kwiatowym

Pszczoły buszują również w kwiatkach macierzanki (Thymus )

Kwiaty macierzanki (Thymus )

Wracając na tratwę podchodzę jeszcze do kamienia, który został tu postawiony przez przyjaciół Biebrzy, zachwyconych Górą Pobojną.

Pomnik na Pobojniej Górze

''Pobojna, ach Pobojna
Jak panna jesteś strojna.
Nad Biebrzą zasiadłaś,
wędrowcom serca skradłaś...''
Pięknem tego miejsca urzeczeni na wieki biebrzańscy przyjaciele.
 
Przyłączam się do biebrzańskich przyjaciół całym sercem, ponieważ Pobojna mnie również zachwyciła... Nawet pomimo tego, że nie ugościł mnie na niej Pan Orzeł Bielik ;).

Nad brzegiem rzeki jeszcze na ostach, jakby na pożegnanie kolorowo migocze do mnie rusałka pawik (Inachis io)

Rusałka pawik (Inachis io)

Rusałka pawik (Inachis io)
 
Gdy wracam na tratwę okazuje się, że moje chłopaki już są gotowe do wypłynięcia. A nie mówiłam. Im pięć minut na Pobojnej wystarczyło... No to wypływamy. Pychy w dłoń i pychamy wzdłuż nurtu rzeki.
Jest piękne słońce. Idziemy za radą Pana Piotra i pozwalamy spływać tratwie jak chce. Tratwa sobie płynie, w meandrach kręci się w kółko i znowu płynie. Leżymy na dachu tratwy, słuchamy szumu trzcin, jest tak cicho... Spokojnie... Pięknie...

Relaks na dachu tratwy

Okazuje się, że z Pobojnej zabrała się z nami pasażerka na gapę z rodziny muchówek (Diptera) bzygowatych (Syrphidae) - kwiatówka zmierzchnicowata (Myathropa florea)

Kwiatówka zmierzchnicowata (Myathropa florea)

Myślę sobie, że nie był to dla niej dobry wybór - bo gdzie będzie jej lepiej, niż na Pobojnej wśród kwiatów?
Nagle widzę nad jedną z łąk polującego błotniaka stawowego (Circus aeruginosus). W pełnym słońcu poranka mieni się, jakby był cały ze złota. Nie spotkałam orła, ale ten ptak z rodziny jastrzębiowatych (Accipitridae) pięknie mi to wynagradza...

Błotniak stawowy (Circus aeruginosus)

Błotniak stawowy szybuje wypatrując ew. ofiary a pod nim spokojnie pasą się sarna z koziołkiem (Capreolus) w towarzystwie innych ptaków

Sarna z koziołkiem (Capreolus)

Sarna z koziołkiem (Capreolus)
Tratwa spływa sobie dalej.  Nad kolejną łąką szybuje żuraw z rodzaju żurawia zwyczajnego (Grus grus),

Żuraw zwyczajny (Grus grus)

dostojnie za chwilę lądując.

Żuraw zwyczajny (Grus grus)

Słońce maluje nim obraz, jakby było wprawnym impresjonistą...

Żuraw zwyczajny (Grus grus)

Życie na łąkach toczy się odrobinę za daleko, żeby moim sprzętem zrobić dobre zdjęcia, ale przez lornetki można zwierzęta spokojnie poobserwować.
Zostawiamy w tyle błotniaka stawowego, sarny i żurawia. Słońce na niebie jest już bardzo wysoko – zbliża się południe. To czas kiedy wszystkie latające i chodzące stworzenia nad Biebrzą kryją się pod osłoną drzew, lub wysokich traw. W trzcinach można wypatrzeć chowające się malutkie ptaszki - brzęczki (Locustella luscinioides), które raz na jakiś czas przelatują z jednego brzegu rzeki na drugi. Są bardzo małe i szybkie. Wydają krótkie brzęczące terkoty.

Tutaj brzęczka pięknie się złoci w pełnym słońcu.

Brzęczka

Leżę sobie na dachu tratwy i śledzę podwodny las roślin, który pokazuje nam nurt rzeki – dzięki temu wiemy, że mamy dobry kierunek płynięcia. W meandrach można się pomylić i popłynąć pod prąd. A ponieważ nurt rzeki płynie bardzo wolno, ok. 1 km /h., nietrudno się zakręcić i stracić orientację. Pan Piotr przed wypłynięciem nam opowiadał, jak raz się zdarzyło, iż pewien pan dopchał tratwę pod prąd do linii startu. Lepiej więc raz na jakiś czas na rośliny spojrzeć. Tym bardziej, że są przepiękne.
Tutaj kierunek nurtu wskazuje nam rdestnica pływająca (Potamogeton natans).

Rdestnica pływająca (Potamogeton natans)

Chłopaki odpłynęły sobie w niebyt.. Kuba stuprocentowo, ponieważ zmęczony zasnął - ma całkiem miękką poduszkę 😉 A tatuś jako poduszka tylko zawiesił myśli na rozciągających się naokoło nas  zielonych przestrzeniach ...

Ojciec z synem na spływie tratwą

W ogóle się nie przejmujemy, że tratwa praktycznie nie płynie. Po prostu odpoczywamy. Robi się coraz bardziej gorąco. Gdy Kuba budzi się z małej drzemki postanawiamy zacumować w miejscu dogodnym dla kąpieli. Cumujemy w meandrze, gdzie przy brzegu stoi piękna olcha (Alnus) - swojego czasu, jak widać, przysmak dla bobrów.

Olcha (Alnus)

Na środku meandra nie ma roślin tzn., że jest głębiej niż 2-3 metry. Takie miejsca są najlepsze do kąpieli ze względu na mniejsze ryzyko zaplątania się w rośliny. Miejsce wybrane. Tratwa zacumowana bezpiecznie pod drzewem.

Tratwa zacumowana bezpiecznie pod drzewem.

Ubieramy maski, ruski, płetwy. Mati na wszelki wypadek przytracza nóż do łydki - jako nurek myśli o wszystkim co może pomóc w wodzie. Ja oczywiście nie pomyślałabym o nożu, który może się zdecydowanie przydać przy lasach podwodnych... Tak tu mój Pan Mąż jest  niezastąpiony 🙂 I już wskakujemy do wody 🙂 Brrr.... na początku jest straaasznie zimna - ale już po chwili cudownie chłodna i orzeźwiająca. Pływamy na całego 🙂

Nurkowanie w Biebrzy

Woda jest żółtobrązowa ze względu na torfowe podłoże. Właśnie  dzięki torfowiskom tak pięknie rosną tu podwodne rośliny.
Liście grążela żółtego (Nuphar luteum).

Pod wodą

Biebrza pod wodą

Rdestnica przeszyta (potamogeton perfoliatus)

Rdestnica przeszyta (potamogeton perfoliatus)

Rośliny mają bardzo długie 2,5-3 metrowe, grube łodygi - lepiej się w nie nie zaplątać...

Pod lustrem wody

Pod wodą - Biebrza

Mówię Kubie, żeby się do płytszych miejsc z roślinami nie zbliżał a ja chcąc je sfotografować bardzo ostrożnie i delikatnie poruszam płetwami. Zdecydowanie pomaga mi świadomość, że Mateusz ma nóż.
Razem z nami pływają małe rybki 🙂 Czuję się trochę jakbym zanurkowała w moim akwarium 😉

Ryby w Biebrzy

Pięknie się prezentują od spodu pąki grążela żółtego (Nuphar luteum). Pierwszy raz mogę poobserwować pod wodą to, co tak zachwyca mnie kwiatami na wodzie.

Pąki grążela żółtego (Nuphar luteum)

Woda jest mało przejrzysta i łatwo się w niej zagubić, dlatego lepiej nie oddalać się za bardzo od siebie. Pomimo małej przejrzystości a może właśnie dzięki niej promienie słoneczne przepięknie malują podwodny świat....
Rdestnica połyskująca (Potamogeton lucens)

Rdestnica połyskująca (Potamogeton lucens)

Liść jeżogłówki pojedynczej - forma pływająca (Sparganium emersum). I jarzące się pod wodą promienie słońca. Jakbym spojrzała do krateru wulkanu...

Sparganium emersum

Cudnie umyci (oczywiście nie mówimy o środkach czystości - tutaj musi wystarczyć pachnąca torfem woda) i orzeźwieni wracamy na tratwę. Odcumowujemy i płyniemy dalej. Mnie jest tej kąpieli jeszcze trochę mało. Biorę więc koło ratunkowe i przywiązana na linie odpoczywam w chłodzie.

Pływanie w Biebrzy na kole ratunkowym

Chłopaki zgodnie pagajują z nurtem rzeki.
Nurt jest bardzo wolny, więc postanawiam panom pomóc jako silniczek 😉

Silnik tratwy biebrzańskiej

Daję porządnie z płetwy i od razu płyniemy szybciej 😉
W końcu i ja przestaję się moczyć. Z pyszną kawką, kanapeczką i kwiatkiem na dodatek podanymi przez Pana Męża, ląduję na dachu tratwy.

Poranna kawa na tratwie

Grzeję się w słońcu obserwując pola poza łanami trzcin. Na środku zżółkłych już traw zauważam koziołka (Capreolus), który trochę się pasie a trochę obserwuje otoczenie.

Koziołek (Capreolus)

Ja fotografuję koziołka a moja latorośl z lornetką przy oczach czujnie przeczesuje trzciny. W pewnym momencie woła - Mamo!!! Patrz!!! Jakie śliczne jaskółki... No tak... koziołek ucieka na całego.

Koziołek (Capreolus)

Jakub - mówię z powagą - ile razy powtarzałam, że jeżeli jesteśmy pośród natury to musimy być cichutko??? No tak mamusiu, ale jaskółki... Cóż jeżeli orzeł może krzyczeć, to dlaczego nie mój syn??? Tylko, gdzie te jaskółki? Nic nie widzę. Kuba szepcze - tam w trzcinach. No to patrzę i oczywiście nic nie widzę, nawet przez moją ''lufę''. Zaznaczmy, że jestem krótkowidzem a ponieważ nienawidzę nosić okularów, to nie noszę (pomijając prowadzenie samochodu - ale prowadzenia tratwy to nie dotyczy ;)). Pomału, bo przy tym nurcie trudno mówić o szybkości, zbliżamy się do miejsca obserwowanego przez Kubę. Biorę lornetkę. Faktycznie są. Śliczne młode jaskółki dymówki, czekające w trzcinach na popołudniowe karmienie. Jednak, żeby je spróbować sfotografować, musimy podpłynąć jeszcze trochę bliżej a to musi potrwać...
W końcu dopływamy. Młode czekają cierpliwie na źdźbłach trzciny na swoich rodziców uwijających się na całego, żeby wyżywić swoje dorastające potomstwo. Już na tyle duże, żeby latać ale nie na tyle, żeby same się wyżywić. Bardzo mi to przypomina moje starsze pisklęta, które zostały w domu. Latać chcą już same, ale jedzonko trzeba im dostarczyć 😉
Sesja jaskółek dymówek (Hirundo rustica)
Ta trójeczka czekająca na suchych źdźbłach trzciny wygląda praktycznie identycznie jak moja trójeczka latorośli, upominająca się na początku każdego miesiąca o kieszonkowe. Niby spokojnie czekają, ale widać oznaki pewnego rodzaju zniecierpliwienia - jak dotrwać do pierwszego (tutaj wpisujemy godzinę karmienia popołudniowego jaskółek biebrzańskich ok.14.30), kiedy to rodzice mają zwyczaj pociechy karmić 😉

Jaskółki

Jest!!! Doczekaliśmy się 🙂

Jaskółka karmiąca małe

Jedyna różnica, że jaskółki zdrowo napełniają brzuszki owadami a moje pisklęta w duszy się radują - jest  kaska na McDonalda 🙂  Nie ma to jak zdrowy inaczej fast food...

Jaskółka karmiąca

O, ale dlaczego ona pierwsza a nie ja... Każdy ma w rodzinie jakiś egzemplarz deficytu uwagi...

Jaskółki małe

I egzemplarz zarozumialca - nie histeryzuj, w końcu mam większe potrzeby 🙂

Jaskółki nad Biebrzą

Na całe szczęście rodzice z reguły dbają równo o swoje pociechy - nawet jeżeli, jak to w przypadku naszych latorośli się dzieje, nie do końca zgadzają się z tym na co kieszonkowe jest wydawane - i karmią pisklęta sprawiedliwie. Po nakarmieniu jednego, szybko lecą po jedzonko dla drugiego.

Jaskółeczki

Jaskółki po muchy a my do portfela. Trzeba się spieszyć wracając, żeby się towarzystwo nie zdążyło pokłócić na całego... 😉

Jaskółka

Ale jak widać, ten kto miał już pełny dziób, po pokazaniu swojej wyższości, kolejnego karmienia brzuszka, czy też kieszeni się nie domaga - wiadomo dwa razy kieszonkowe nie przyleci... Tutaj staruszkowie są konsekwentni 🙂 Więc nie będę patrzeć jak inni dostają - myśli pierwsza wyróżniona jaskółeczka - tylko wyczyszczę swoje piórka, żeby się ładnie w przyrodzie z kieszonkowym w kieszeni prezentować 🙂
Tak sobie fotografuję jaskółki myśląc równocześnie o moich kochanych pociechach i kolejny raz dumam nad podobieństwem świata zwierząt i naszego... Rodzice i potomstwo jakby identycznie tylko potrzeby trochę inne... Natomiast domaganie się absolutnie podobnie kategoryczne... 🙂
Odwracam wzrok od rzeki, trzcin i jaskółek w stronę błękitnego nieba i co widzę - szybuje
bielik zwyczajny (Haliaeetus albicilla). Jaki zwyczajny - przecież to mój Pan Orzeł Bielik! W oddali widzimy jeszcze Górę Pobojną a nad łąkami właśnie ten, na którego czekałam o świcie wsłuchując się w jego krzyki i którego szukałam chodząc po Pobojnej. Jest piękny...

Bielik zwyczajny (Haliaeetus albicilla)

Bielik zwyczajny (Haliaeetus albicilla)Bielik zwyczajny (Haliaeetus albicilla)

I jakby zerka na nas z góry... Szybuje dostojnie, jak król przestworzy, zataczając szerokie koła nad rzeką i łąkami - swoim królestwem.

Bielik zwyczajny (Haliaeetus albicilla)

Orzeł jest bardzo wysoko i chociaż zdjęcia nie mają szans na dobrą jakość - to zawsze jest to mój Pan Orzeł 🙂 W tym momencie jestem na prawdę absolutnie szczęśliwa. Ale ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, już myślę o kolejnym moim marzeniu - żeby tak zobaczyć łosia przepływającego rzeką, albo przynajmniej pasącego się na łące... Wzdycham do orła, który odlatuje i do łosi, które mam nadzieję zobaczyć, i jest mi absolutnie błogo wspaniale...
Płyniemy już 4 godziny Postanawiamy dzisiaj pobiwakować na tratwie w słoneczku przy brzegu i nie płynąć dalej. Cumujemy, rozkładamy namiot na dachu tratwy - zamierzamy w nim spać z Matim. Rano będzie można tylko uchylić wejście do namiotu i fotografować życie nad Biebrzą o świcie.

Namiot na dachu tratwy

Rozkładamy się na dachu tratwy, jemy zupki z torebki - smakują jak z najlepszej restauracji

Obiad na dachu tratwy

i gramy w remika. Odpoczywamy na całego 🙂
Nagle za trzcinami widzę jakiś maszt - człowieki na horyzoncie! Minęła prawie doba jak widzieliśmy ludzi ostatni raz.

Intruzi na horyzoncie

Nie bardzo tęsknimy za towarzystwem, ale machamy współtowarzyszom spływu biebrzańskiego przyjaźnie 🙂
Mati proponuje, żeby jednak popłynąć dzisiaj dalej. Ja natomiast boję się, że możemy potem nocować za blisko tratwy, która nas minęła a jesteśmy tutaj przecież dla bycia bez innych człowieków... To znaczy nie mieć doświadczenia w spływach tratwami, bo akurat wiało od tyłu tratwy - przyjdzie nam jeszcze żałować, że nie popłynęliśmy z wiatrem... Ale póki co leniuchujemy 🙂
Pod lasem na łące spokojnie chodzi sobie żuraw zwyczajny (Grus grus).

Żuraw

Słońce coraz bardziej obniża swoją wędrówkę po nieboskłonie i błyszczy refleksami spoza puszystych chmur.

Słońce zachodzi nad Biebrzą

Pomału nadchodzi wieczór, niebo czerwieni się zachodem. Jest tak cicho i tak spokojnie. Nic nie mówimy tylko zanurzamy oczy w schyłku tego słonecznego dnia...

Zachód Słońca nad Biebrzą

Kuba maszeruje spać na swój dolny pokład 😉 a my zostajemy na górnym pokładzie. Zamykamy namiot - czas spać??? Nic bardziej mylnego - życie w Dolinie Biebrzy dopiero się rozpoczyna. Najpierw słyszymy porykiwanie łosia - niesamowicie głośne. Raz za razem z ciemności dochodzą pojedyncze ryki tego pięknego zwierzęcia. Rozchylam osłonę namiotu - ale jest już całkiem ciemno i nic nie widać. Więc tylko nasłuchujemy... Za chwilę koło tratwy mamy jakieś kłębowisko zwierząt wodnych - to bobry . Co chwilę wskakują do wody. Moja wyobraźnia zaczyna pracować - a jak wejdą na tratwę - do Kuby? Co wtedy??? Pan Mąż oczywiście się ze mnie śmieje, ale moja wyobraźnia już sobie folguje. Szybko się ubieram i wychodzę z namiotu. Dookoła ciemna noc. Robię zdjęcie z lampą błyskową i widzę jak unosi się nad rzeką piękny opar.

Mgła nad Biebrzą

Idę do Kubusia - jak widać potrafi się ochronić przed wdziękami natury w postaci wszędobylskich much i nocnych krzyków.

Sypialnia w tratwie

Po cichutku od zewnątrz domykam przesuwne drzwi z jednej strony i dociskam zasłonę z drugiej strony wejścia do sypialni, wykorzystując butlę gazową i pagaje. Mam nadzieję, że bobry nie sforsują tych przeszkód 😉 Jeszcze się zastanawiam, czy bobry nie zaczną chrupać tratwy, ale podobno jedzą tylko świeże drewno i na pewno niemalowane... (informacje uzyskane przed wypłynięciem od Pani Mamy z Biebrza24 🙂 )
Wracam trochę uspokojona na dach tratwy. Mati dalej się ze mnie śmieje a ja próbuję wypatrzeć bobry. Tu słyszę plusk, tam słyszę plusk - ale bobrów nie widać.

Biebrza nocą

No to tylko siedzę na kapoku - bo dach tratwy już jest całkiem mokry i słucham odgłosów Biebrzy - pluskają bobry, ryczą łosie, zaskrzeczy w trzcinach jakiś ptak, gdzieś z przodu nad rzeką inny przeleci, szumią trzciny i znowu słychać to dziwne jakby buczenie... Coś gra... Patrzę na trzciny, które w świetle latarki i lampy błyskowej wyglądają jak oszronione

Biebrzańska trzcina

Mati mnie woła - chodź już spać. Przecież i tak  nic nie widzisz, jest absolutnie ciemno - nawet gwiazd na niebie nie widać... Może i tak, ale właśnie ta ciemność pozwala na pełne odczuwanie Biebrzy nocą. Siedzę jeszcze chwilkę, wchłaniając całą sobą tę noc... Myślę, że zapamiętam biebrzańską noc już na zawsze...
W końcu idę grzecznie spać....
O czwartej rano budzą mnie kolejne ryki łosi. Szybko odsuwam zamknięcie namiotu. Jest piękny biebrzański świt.

Świt nad Biebrzą

A łosie? A łosie dalej tylko słychać... No to czekam, aż się trochę rozjaśni...

Biebrzańskie łąki

Niebo maluje się różem wschodu. Na całkiem już jasnym niebie widzę lecącego nie za dużego ptaka - śliczna siewka złota (Pluvialis apricaria)

Siewka złota (Pluvialis apricaria)

Pewnie poranne łowy na śniadanie 🙂 A może tylko chciała sobie polatać w promieniach poranka...
Wracam do namiotu - myśląc, że zdrzemnę się jeszcze godzinkę a tu z czaszy namiotu kapie mi na nos ;(

Skroplona woda

No dobrze... Koniec leniuchowania - jest 6.30 czas na kawkę. Budzę Pana Męża i oświadczam, że kolejny dzionek na Biebrzy czas rozpocząć. Mati mruczy coś pod nosem, że jeszcze by pospał. Spać?Kiedy ranek taki piękny? Mati z ociąganiem wychodzi z namiotu - widocznie i jemu kapanie na nos zaczęło przeszkadzać. A może to brzęczenie marudzącej żonki? Najważniejsze, że nadszedł czas porannej, wspólnej małej czarnej Matiego i białej mojej :). Mati robi śniadanko. Na wakacjach mój Pan Mąż jest kucharzem numer jeden 🙂
A ja fotografuję piękną zieloną ważkę - samca szklarki zielonej (Cordulia aenea), który ma zdecydowanie ochotę na naszą mielonkę 😉 i raz za razem atakuje frontalnie tratwę...

Szklarka zielona (Cordulia aenea)

Na śniadanie mają też ochotę ryby pływające naokoło tratwy - chyba są przyzwyczajone, że z tratw do wody jakieś pyszności zawsze spadają...

Ryby w Biebrzy

Zapachy z kuchni, oprócz ważki i rybek, nęcą również naszego Kubusia - nie do końca wyspanego. Chociaż zrobiła się już dziewiąta rano...

Zamyślenie na tratwie

Po chwili porannego dumania nad losem biebrzańskich spływowiczów, uśmiech wraca na twarz naszego śpiocha

Dziecko na tratwie - Biebrza

i po śniadaniu ochoczo zabiera się do pagajowania - co wymaga sporego wysiłku...

Wiosłowanie na tratwie

Trochę nam się ten poranek zachmurzył i ochłodził. Na całe szczęście koło południa słoneczko znowu zagościło na niebie 🙂
Idę z aparatem na strategiczne miejsce do focenia - czyli dach tratwy a tam pasażer na gapę cały mieni się w słońcu 😉 To chrząszcz z rodziny stonkowatych - złotka jasnotowa (Chrysolina fastuosa)

Złotka jasnotowa (Chrysolina fastuosa)

Po odebraniu opłaty od złotki za podwózkę tratwą w postaci pozowania do zdjęć, kładę się na dachu tratwy i obserwuję trzciny, przy których nad wodą jednego czego nie brakuje, to całego mnóstwa ważek.
Jak zwykle bardzo okazale prezentują się samce świtezianki błyszczącej (Calopteryx splendens), które latają grupami nad wodą, co chwilę przysiadając na liściach, lub kłosach trzcin i traw przybrzeżnych.

Calopteryx splendens

Calopteryx splendens

Calopteryx splendens

Ważka

Nad rzeką nie może też zabraknąć łątek. Tutaj łątka dzieweczka (Coenagrion puella).
Samiec.

Łątka dzieweczka (Coenagrion puella)

i samica.

Łątka dzieweczka samica (Coenagrion puella)

Płyniemy sobie wolno a ja z obserwacji ważek przerzucam się na kwiaty - te przy brzegu niezapominajka błotna (Myosotis palustris),

Niezapominajka błotna (Myosotis palustris)

obok rosną śliczne różowe kwiatki, których nazwy niestety nie znalazłam 🙁

Kwiatuszki Biebrza

i te na wodzie - Rdest ziemnowodny (Persicaria amphibia)

Rdest ziemnowodny (Persicaria amphibia)

Grążel żółty (Nuphar lutea)

Grążel żółty (Nuphar lutea)

A także te, które są dla mnie najpiękniejsze - grzybienie białe (Nymphaea alba).

Grzybienie białe (Nymphaea alba)

Biały kwiat

Odwracam wzrok od wody i opieram na podmokłych łąkach, z których dochodzi donośny rechot żab.

Podmokłe łąki biebrzańskie

Po jednej stronie Biebrzy - rozlewiska z żabami, a po drugiej łany ostów.

Oset

Osty przekwitają już pomalutku, dumnie wznosząc puchate główki do góry.

Oset

 Postanawiamy się wykąpać - zrobiło się naprawdę gorąco. Pluskamy się w Biebrzy na całego.

Kąpiel w Biebrzy w maskach

A po kąpieli płyniemy dalej. Zdjęcia roślin wodnych można robić również z tratwy - materac na deski, maska, rurka, aparat i już 😉

Zdjęcia pod wodą w Biebrzy

Liście jeżogłówki pojedynczej (Sparganium emersum)
Liście jeżogłówki pojedynczej (Sparganium emersum) - forma pływająca

Liście jeżogłówki pojedynczej (Sparganium emersum)

Tutaj musiałam na prawdę się mocno zanurzyć - ale jakoś się utrzymałam 🙂
Grążel żółty  (Nuphar luteum) i rdestnica przeszyta (Potamogeton perfoliatus)

Grążel żółty  (Nuphar luteum)

Pięknie wygląda również brzeg Biebrzy z poziomu wody...

Brzeg Biebrzy

Brzeg Biebrzy z lustra wody

Jestem jakby bliżej wszystkiego co na wodzie, lub bezpośrednio pod i nad nią się dzieje. Kwiat grzybienia białego  (Nymphaea alba)  rzuca cień na swój liść.

Kwiat grzybienia białego (Nymphaea alba)

Na innym liściu odpoczywa ślimak - błotniarka stawowa (Lymnaea stagnalis) z pięknymi wzorami na muszli.

błotniarka stawowa (Lymnaea stagnalis)

Po dwóch dniach płynięcia i w sumie około trzynastu godzinach spływu, dopływamy do pierwszej wsi - Siedlisko Jagłowo.
Przed wsią Biebrza tworzy szerokie rozlewiska, gdzie praktycznie wzdłuż całego brzegu rośnie w dużych kępach mięta (Mentha).

Mięta (Mentha)

Mati zrywa cały bukiet

Mięta (Mentha)

i przyrządza pyszną miętową herbatkę. Po wystudzeniu smakuje niebiańsko 🙂

Pyszna naturalna herbata miętowa

U wrót wsi witają nas ciekawie przyglądające się krowy.

Krowy nad rzeką Biebrzą

Krowy ze swoimi cielakami spędzają tutaj leniwie swoje biebrzańskie dni. Wyglądają na absolutnie szczęśliwe.

Krowy biebrzańskie

A tutaj? Jak to cielak z cielakiem 😉

Cielak

Ciekawe co sobie wzajemnie myślą??? 😉
Obok spokojnie pasie się piękny koń.... Chyba bez większych przemyśleń...

Koń

Tak to sobie płynie siejsko, wiejsko, czarodziejsko życie na biebrzańskiej wsi 🙂

Zwierzęta na pastwisku

Na chwilę cumujemy - może uda się kupić kiełbasę na grilla u gospodarza. Ja zostaję na tratwie a chłopaki maszerują w poszukiwaniu kiełbasek. Wracają z opakowaniem z marketu???
Okazało się, że ze względu na afrykański pomór zakazano hodowli świń 🙂 Pozostaje kiełbasa z supermarketu... Dobrze, że gospodyni takową w zamrażarce miała i się podzieliła 😉 Trudno... Takie czasy, że na wsi swojskiej kiełbasy nie kupisz...
Płyniemy dalej. Ja leżę na dachu tratwy. W oddali, nad polami leci czapla biała (Ardea alba) - piękna...

Czapla biała (Ardea alba)

Tak sobie leżę i widzę, że zbliżamy się do mostu.

Zdjęcie z dachu tratwy

Mówię do Pana Męża - czy gospodyni nie mówiła czasem, że most jest bardzo niski? Może złóżmy namiot? Nie - odpowiada Pan Mąż. Spokojnie. Zmieścimy się i z Tobą, i z namiotem...
Ok. W końcu Pan Mąż jest inżynierem - ma miarę w oczach. Leżę sobie dalej, ale most czujnie obserwuję...

Most w Jagłowie

Na pewno? - pytam jeszcze raz. Na pewno - odpowiada Pan Mąż i macha lekceważąco ręką na moje strachy. Po czym, wraz ze zbliżaniem się do mostu dodaje... Hmm. Trochę jednak nisko. Może na górze tylko odepnij namiot , wstępnie poskładaj i obniż go kładąc się na nim.
Robię tak jak Pan Mąż każe i w chwilę potem, dokładnie w tym momencie

widzę, że i ja, i złożony namiot zostaniemy przez most zmieceni z powierzchni dachu. Decyduję kategorycznie - ściągamy namiot. Pan inżynier już się zorientował, że jednak nie zmieści się pod mostem z żonką i namiotem na dachu. Odbiera ode mnie namiot a ja pędem uciekam na dolny pokład, ponieważ pomimo wolnego nurtu, tratwa jakoś niebezpiecznie szybko do mostu się zbliża.

Tratwa przechodzi na styk pod mostem

Mati jeszcze pędem wykręca z dachu uchwyty do mocowania namiotu

Śledź do mocowania namiotu

i wpływamy, a właściwie wpychamy się pod most.
Ciekawe, jak miałam się zmieścić i przeżyć???

Przestrzeń między mostem a tratwą

Pomimo dokładnego stosowania się do wskazówek Pani Mamy z Biebrzy24 nie potrafimy przepchać tratwy pod mostem.

Przepychanie tratwy pod mostem

Okazało się, że nurt jest podniesiony po wcześniejszych deszczach. Próbujemy obciążyć tratwę z tyłu - nic z tego. Walczymy z przepchaniem tratwy pod mostem ponad godzinę. Jesteśmy wykończeni.
A dach tratwy niestety też ucierpiał. Ale naprawdę robiliśmy co mogliśmy.
Cumujemy przy pierwszej dogodnej polanie za wsią - przeprawa pod mostem kosztowała nas tyle sił, że nie jesteśmy w stanie płynąć dalej. Zresztą płynęliśmy dziewięć godzin i przepłynęliśmy osiem kilometrów. Jest już 19.15. Robimy szybkiego grilla, rozkładamy z powrotem namiot na dachu i idziemy spać. Zasypiamy natychmiast. I tak szybko jak zasypiam, tak szybko się budzę - na dworze szaleje burza. Pioruny tłuką naokoło a deszcz leje strugami. Pan Mąż oczywiście śpi kamiennym snem sprawiedliwego - nawet wystrzały armatnie, by go nie obudziły... Potrząsając małżonkiem mówię - ewakuacja na dolny pokład. Po co? Przecież mamy dach nad głową -  mamrocze Pan Mąż. Mateusz - zaczyna nas zalewać (jak mówię do Pana Męża - Mateusz, to znaczy, że sytuacja jest poważna). Nie przejmuj się - odpowiada szanowny małżonek. Przy kolejnym wyładowaniu atmosferycznym w postaci ognistego pioruna rozrywającego niebo niby Rejtan szaty, już nie dyskutuję, tylko zbieram aparaty, lornetkę i uciekam na dolny pokład. Teraz już Pan Mąż posłusznie z materacami i śpiworami podąża za mną. A Kubuś? Cały tatuś - ani ulewa, ani grzmoty, ani nasze hałasowanie przy ucieczce z dachu go nie wzrusza...

Legowisko, prycza w tratwie

Rozkładamy stół, robimy łóżko. Jesteśmy przemoczeni do jednej suchej nitki. W namiocie mokro, na dole pełno much. Nakrywam głowę wzorem Kubusia i idę spać myśląc, że następnym razem wezmę moskitiery do rozpięcia nad łóżkami... No i na pewno wygodniejsze materace i poduszki. To trzecia noc na tratwie i od spania na twardych deskach, wyłożonych tylko naszymi cienkimi plażowymi materacami bolą mnie wszystkie kości... Marzę o jakiejś lepszej ochronie przed twardym podłożem, na którym przychodzi nam spędzać biebrzańskie noce.
Muchy budzą mnie o szóstej rano. wychodzę na zewnątrz - nad  polami ginącymi w wilgotnym, poburzowym oparze świtu unoszą się białe czaple (Ardea alba) .

Białe czaple (Ardea alba)

Chwilę napawam oczy tym widokiem i budzę Matiego. Płyńmy. To ostatni dzień na Biebrzy - nie chcę zmarnować ani chwili. Mati składa łóżko i robi kawę, ja pycham tratwę z nurtem.

Odpychanie tratwy pychami

Pych na tratwie

Ta cisza poranka znowu mnie zachwyca. W towarzystwie kawki płyniemy jakieś dwie godziny, potem jemy śniadanie - tratwa w tym czasie kręci się sama i płyniemy dalej. Wymieniamy się z Matim przy pychach, a Kuba pomaga nam dzielnie pagajując. Wszyscy czujemy już w mięśniach trudy trzech dni pychania i pagajowania.
Idę odpocząć na dach tratwy. Otwieram namiot - a tam basen po nocnej burzy. Odgruzowuję namiot i zostawiam do wyschnięcia - całe szczęście, że zabrałam w nocy z namiotu mój aparat i aparat, oraz E-booka Matiego...
Oprócz odgruzowania namiotu, trochę czyszczę dach tratwy po burzowych pozostałościach - typu liście z trzcin, oraz traw. Znajduję nawet rzęsę wodną. Napotykam się na zagubionego kolejnego pasażera na gapę. Cały mokry, nie potrafi się odkleić od wykładziny dachowej. Podaję mu liść trzciny - jakoś się na niego wgrzebuje - jest całkiem okazałym owadem. Pomimo długich poszukiwań nie udało mi się ustalić jaki to gatunek owada. W końcu Mateusz wysłał zapytanie do profesora entomologa Stanisława Ignatowicza. Pan profesor nam odpisał 😀 podając nazwę mojego pięknego stworka - który wygląda jakby był z innej planety. Jest to nimfa ważki z podrzędu ważek równoskrzydłych (zygoptera) - typu łątki, pałątki, świezianki. Pan profesor dodał, że są zupełnie niegroźne, pomimo tego, że groźnie wyglądają...
Bardzo dziękuję Panu profesorowi za pomoc i za to, że znalazł czas na odpisanie zwykłym ludziom, nie związanym ze światem nauki, których jednakże natura niezwykle fascynuje.

Nimfa ważki

Wołam Pana Męża, żeby podał pagaj dla odstawienia owada na brzeg. Pan Mąż patrzy z lekkim rozbawieniem - na to jak żonka nad kolejnym insektem się rozczula,

ale pagaj podaje i potem naszego pasażera na brzeg odstawia 😉

Wiosło tratwy

Mati wraca do pagajowania a ja siedzę z aparatem na dachu i staram się coś wypatrzeć...
Pola po obu stronach Biebrzy niezmiennie od trzech dni mnie zachwycają swoją zielenią traw, fioletem ostów (Carduus)

Osty

i krwawnicy pospolitej (Lythrum salicaria), pewnie gdzieś wśród tych fioletów rosną też biebrzańskie storczyki - kukułki krwiste (Dactylorhiza incarnata)
W oddali żerują czaple białe (Ardea alba) , co chwila zrywając się do lotu, lub lądując.

Czaple białe (Ardea alba)

Z trzcin przy brzegu przygląda nam się śliczna wodniczka (Acrocephalus paludicola) - mały ptaszek z rodziny trzciniaków (Acrocephalidae). Siedzi jak panienka na roślinnej huśtawce i każdy podmuch wiatru ją lekko buja 🙂

Mały ptaszek z rodziny trzciniaków (Acrocephalidae)

Rzeka spokojnie wije się przed nami, płyniemy pośród grążeli żółtych (Nuphar luteum), które wytyczają nam drogę swoimi złotymi kwiatami.

Nuphar luteum

Za kolejnym meandrem spomiędzy drzew za polaną wylatują kaczki krzyżówki (Anas platyrhynchos)

Kaczki krzyżówki (Anas platyrhynchos)

Na niebie przelatuje klucz pięknych czajek z gatunku czajek zwyczajnych (Vanellus vanellus).

Czajka zwyczajna Vanellus vanellus

Dopływamy do miejsca, gdzie rzeka znowu się bardziej rozlewa. Mieni się migoczącymi refleksami w słońcu i odbija błękitne niebo

Biebrzańska roślinność

Przed nami żerują jaskółki dymówki. Tych ptaszków jest nad Biebrzą bardzo dużo. Latają nisko nad wodą, łapiąc różne owady. Nad rzeką owadów jest tak dużo, iż można powiedzieć o jaskółkowym shopingu w dobrze zaopatrzonym biebrzańskim markecie 😉

Jaskółka

Jaskółka

A młode grzecznie czekają wśród przybrzeżnych trzcin na powrót rodziców ze sklepu  😉

Jaskółka

Ptaszek na trzcinie

Płyniemy sobie obserwując jaskółki a tu w jednym z meandrów pan w łódce łowi ryby.

Wędkowanie z łodzi nad Biebrzą

Witamy się a Pan Wędkarz nas pyta, czy ciężko się płynie. Nawet nie - odpowiadamy wesoło. Pan nas informuje, że to dlatego, iż poziom rzeki jest dosyć wysoki. No tak wzdychamy - przypominając sobie przeprawę pod mostem. Życzymy dobrych połowów i płyniemy dalej. Jak się za chwilę okazało - nasze ''nawet nie jest tak ciężko'' - wypowiedzieliśmy w nie najlepszą godzinę... Za kolejnym meandrem zrywa się silny wiatr - prosto w twarz 🙁 Tratwa praktycznie zaczyna się cofać a nam zaczęła się walka o każdy metr rzeki do przodu. Nie jest łatwo tym bardziej, że rzeka zaczyna się bardzo wić i co chwilę mamy meander, a w meandrze? - wiadomo kręci... Mati pycha, ja z Kubą pagajujemy i praktycznie stoimy w miejscu. Jeszcze na dodatek nie mogę robić zdjęć, ponieważ wszystkie ręce są potrzebne do pchania tratwy wprzód. Nagle widzę przed sobą stadko czapli białych (Ardea alba) - na łące blisko rzeki. Ale jeszcze daleko przed nami. Pędzę na dach i fotografuję.

Stado czapli białych

Pędzę z powrotem na dół i pagajuję...

Pagajowanie na tratwie

Byle dopłynąć do stadka czapli. Płyniemy, czaple są coraz bliżej - myślę jeszcze może pięć, sześć meandrów. Ale wieje coraz bardziej. Mati mówi - trzeba złożyć namiot. Jest jak żagiel pchający nas do tyłu. Jeszcze trochę - proszę. Tak bardzo chcę z bliska sfotografować czaple. Mateo chwilowo się zgadza, ale dwa meandry dalej ma dosyć. Zrezygnowana idę za Panem Mężem na dach, składamy namiot - niestety nie da się zrobić tego cicho, więc czaple zrywają się do lotu. Jeszcze tylko szybko łapię aparat, robię parę zdjęć i tyle. To jest najlepsze, które udało się z tej odległości zrobić.

Lecące czaple białe

Pozostaje mi obserwować czaple z baaardzooo daleka.

Łabędź lecący

Aż się popłakałam 🙁 Bo w trakcie naszego spływu Biebrzą ptaki widzieliśmy raczej z dużych odległości...
No ale trudno, na wołanie cip, cip - raczej czaple jak kury się nie pojawią...
Panu Mężowi jest trochę nieswojo, gdy widzi jak jest mi przykro - ale nie ma się co mazgaić -płyniemy dalej. Za chwilę widzę żerujące błotniaki stawowe (Circus aeruginosus) ... Wzdycham, bo mam pagaja w ręce. Mati mówi - biegaj na dach. No to biegam. Fotografuję błotniaki.

Błotniak stawowy (Circus aeruginosus)

Circus aeruginosus

Lądujący samiec - pięknie prezentuje trójkolorową barwę skrzydeł.

Circus aeruginosus

Biegnę na dół do pychów. Rzeka zaczyna znowu płytko się rozlewać - to są miejsca najcięższe...

Koryto Biebrzy

Mija nas czteroosobowa rodzina w kajakach, płynąc sobie szybko i nie przejmując się wiatrem - tata z synem wyglądają jak szybko pomykające ważki

Spływ kajakowy Biebrzą

a my za nimi jak gruby trzmiel ;(

Spływ tratwą

Przed nami mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus) ląduje beztrosko, tworząc odbicie w wodzie - jak w zwierciadle.

Mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus)

Ja już nie mam siły - proszę o przerwę. Z dolnego pokładu fotografuję ważkę - samca zalotki białoczelnej (Leucorrhinia albifronss) - wszystko oprócz nas wydaje mi się takie lekkie i zwiewne.

ważka - samca zalotki białoczelnej (Leucorrhinia albifronss)

Idę na dach tratwy - w super momencie, ponieważ w oddali widać żurawie zwyczajne (Grus grus) - rodzic z młodymi. Młode, jak to młode raz na jakiś czas sobie pokrzykują.

Para żurawi

Mati też robi sobie przerwę - płyniemy już siedem godzin. Decydujemy, że nie dopłyniemy do miejsca końcowego - Jasionowa. Nie damy rady pod tak silny wiatr.
Postanawiamy dopłynąć do pierwszego możliwego miejsca odbioru - pamiętaliśmy, że gospodyni mówiła o drzewie trójpalczastym - nie zapamiętaliśmy, że drzewo trójpalczaste jest właśnie w Jasionowie. Więc wypatrujemy go z utęsknieniem. Powtarza się sytuacja jak z Górą Pobojną - każde drzewo wydaje się trójpalczaste...

Drzewo - wierzba

Nie, to nie to drzewo. No to płyniemy dalej. Nad łąkami szybuje bocian biały (Ciconia ciconia).

Bocian

Za chwilę ląduje na łące.

Bocian szukający żab

Pewnie czas na obiad. Też jesteśmy głodni - ale zadowalamy się kanapkami. Nie mamy siły na robienie zupek. Meander za meandrem, znowu rozlewiska i coraz więcej bocianów białych (Ciconia ciconia).

Bociany

Czyżbyśmy się zbliżali do siedlisk z gospodarstwami? Bociany w końcu budują gniazda raczej tam, gdzie są ludzie...
Mijamy rozlewiska

Bele w wodzie

i coraz więcej biesiadujących bocianów

Stado bocianów

Wśród bocianów siedzi sobie spokojnie znany już nam błotniak stawowy (Circus aeruginosus).

Dużo bocianów

Przed nami łabędź z gatunku łabędzia niemego (Cygnus olor) czyści pióra - jak to łabędź - o urodę trzeba dbać...

Łabędź myjący się

Nasze pojawienie się przerywa chwile w salonie piękności i łabędź strategicznie zerkając w naszą stronę, odpływa.

Łabędź w wodzie Biebrzy

Płyniemy za łabędziem i to właśnie on prowadzi nas prosto do śluzy Dębowo na Kanale Augustowskim. Cieszymy się, bo to znaczy, że gdzieś niedaleko powinno być miejsce do zakończenia spływu.

Kanał Augustowski Śluza w Dębowie

Staramy się trzymać lewej strony, dokładnie wg wskazówek gospodarzy z Biebrzy24. Niestety trzymamy się za mało blisko brzegu i nurt wypycha tratwę na środek rzeki, wciągając nas coraz bardziej w kierunku śluzy. Kuba ubiera na wszelki wypadek kamizelkę ratunkową. Wolałabym, żeby akurat teraz nie spadł z tratwy. Nurt tutaj jest silny i dopychający do śluzy. Mati mówi puśćmy się pod śluzę, powinno nas wyrzucić z powrotem na środek Biebrzy, a tam jest już silny nurt w dobrym kierunku. Powinno??? Ja się boję, kręci okropnie. Z całej siły wiosłujemy pagajami z powrotem do brzegu, gdzie jest płycej i można pychać. I tak pięć razy. Walczymy z prądem a łabędź przygląda nam się z  politowaniem - zupełnie nieprzejmujący się prądem i śluzą. Płyniemy dwa metry do przodu, półtorej w tył. Ten zakręt rzeki na wysokości śluzy zajął nam ponad 40 minut...

Kanał cichy

Mięśnie pękają z wysiłku i nagle... przepłynęliśmy. Wiatr przestaje wiać, nurt niesie nas w kierunku dalszego spływania Biebrzą, tratwa płynie praktycznie sama. Jedynym problemem jest to, że prąd spycha tratwę skośnie do brzegu i trzeba się od niego odpychać na środek rzeki. I znowu i znowu... Ale płyniemy 🙂 Teraz już właściwie bez wysiłku. Mati dzwoni do Pani Mamy z Biebrzy24. Mówi, że jesteśmy za kanałem we wsi Dębowo i pyta - gdzie mogą nas odebrać. A Pani Mama Biebrzańska ze spokojem mówi - a to blisko. Zależy jak pychacie 3 - 4 godziny i jesteście na miejscu. Patrzymy na siebie nie dowierzając 😮 - jest godzina siedemnasta piętnaście i płyniemy właśnie bite jedenaście godzin. Ale co mamy zrobić - trzeba płynąć... Humory mamy jednak już lepsze, bo teraz naprawdę płyniemy. Mati wygania mnie na dach - widzi, że muszę odpocząć. Idę posłusznie szczęśliwa, że Pan Mąż znowu zaczął się do mnie uśmiechać.

Biebrza była moim pomysłem i ogólnie rzecz biorąc moi panowie byli zachwyceni do momentu, w którym musieliśmy zacząć pychać i pagajować pod wiatr - co zdecydowanie Panu Mężowi popsuło nastrój. No, bo łatwo nie było. A jak tatuś ma nastrój do niczego, to synuś też ;( Teraz jednak z każdym metrem wysiłek włożony w przepychanie naszego przysadzistego trzmiela pod wiatr, ucieka jakby w niepamięć. Bo gdy tratwa płynie praktycznie sama, to wraca poczucie szczęścia i wszechogarniającego spokoju w promieniach chylącego się pomału ku zachodowi słońca. Ważki siedzą na wychodzących trzcinach z wody, jak na mostach.

Ważki siedzą na wychodzących trzcinach z wody

Niektóre wybierają wystające nad lustro kwiatki rdestu ziemnowodnego (Persicaria amphibia) i siedzą jak na palikach 😉

Ważki siedzą na wychodzących trzcinach z wody

Tutaj widać, że nurt jest wartki i sprzyja płynięciu. Kubuś siedzi obok mnie i znowu wesoło terkocze.
Na dachu okazuje się, że nasza parogodzinna nieuwaga dachowa przyciągnęła kolejnych pasażerów na gapę. Można powiedzieć, że owady nad Biebrzą są absolutnie doskonałymi auto - przepraszam -tratwostopowiczami 😉
Na torbie aparatu przycupnąła wieszczyca (Semblis phalaenoides) z rodziny chruścików (Trichoptera). Ciekawostką jest, że owad ten występuje w Polsce tylko nad Biebrzą i Narwią a do nas ta rzadko występująca wieszczyca przyleciała sobie po prostu jako tratwostopowiczka 🙂

wieszczyca (Semblis phalaenoides)

Obok przysiadł młody,  jasnozielony pasikonik śpiewający (Tettigonia cantans)

jasnozielony pasikonik śpiewający (Tettigonia cantans)

Mateo woła mnie na dół. O - ten tratwostopowicz wybrał dolny pokład do podróżowania nurtem Biebrzy 😉 Samiczka chrząszcza z rodziny sprężykowatych (Elateridae) -  zaciosek grzebykoczułki (Ctenicera pectinicornis) - złoci się w słońcu. Widać, że tej pani na jogę wysyłać nie trzeba 😉

Samiczka chrząszcza z rodziny sprężykowatych (Elateridae)

Wracam na dach tratwy - myślę, że w czasie tych dni na Biebrzy zrobiłam parę ładnych kilometrów biegając między dolnym pokładem a górnym. Taki sobie tratwofitness 😉 Płyniemy sobie spokojnie i jak na warunki biebrzańskie - całkiem wartko. Po drodze jeszcze widzimy, jakby na pożegnanie lecący klucz czapli białych (Ardea alba)...

klucz czapli białych (Ardea alba)

Jeszcze bocian biały (Ciconia ciconia) zerka na nas z łąki...

Bocian biały

a potem upragnione drzewo trójpalczaste (niestety w ferworze przeglądania zdjęć, zdjęcie drzewa trójpalczastego skasowałam 🙁 ) i tabliczka z napisem Jasionowo Dębowskie. Teraz już tylko pakowanie, sprzątanie tratwy

Sprzątanie tratwy - mycie pokładu

i czekamy na naszych gospodarzy z Biebrzy24. Spływ od Czarniewa do Jasionowa miał 15 km długości. Ale wg Sports Trackera, na którym płynęliśmy - przepłynęliśmy kręcąc młynki po Biebrzy 24 km, w czasie ogólnym spływania ( nie licząc postojów) - 25 godzin. Jesteśmy z siebie jako rodzinka dumni 🙂
Przyjeżdża po nas drugi syn Pani Mamy z Biebrzy24 - Pan Marcin. Kolejny wielbiciel Doliny Biebrzy. Pyta jak było. Opowiadamy, że super, tylko płynięcie pod wiatr w ostatni dzień ciężkie. Płynęliście pod wiatr? - pyta retorycznie. Pod wiatr się nie płynie. Cumuje się tratwę przy brzegu i odpoczywa w biebrzańskim pięknie a płynie się dalej, jak wiać przestaje.  Choćby spływ miał trwać dzień, dwa dłużej... Trochę się z nas i naszego wysiłku przepychania tratwy pod wiatr - wg ludzi znających Biebrzę niepotrzebnego - śmieje. I jeszcze dodaje - przecież pod wiatr nie da się płynąć tratwą. A my na to, już też się śmiejąc z trudu wynikającego z absolutnej niewiedzy dotyczącej współżycia z nurtem Biebrzy, odpowiadamy zgodnym chórem - jak to się nie da? Da się! Twarz trzeba zachować, a mięśnie będziemy leczyć potem 😉 Ilu ludzi widzieliście na Biebrzy podczas spływu? - pyta dalej Pan Marcin. Liczymy - jeden kajak (2 osoby), potem tratwa (4 osoby), potem dwa kajaki (4 osoby) - i to by było na tyle. Tu Pan Marcin czuje się usatysfakcjonowany - tak miało być. Ale łosia nie spotkaliśmy - żalę się na całego i ptaki trochę daleko... Jak to nie widzieliście łosia? I ptaki daleko - jedziemy komenderuje. Zabiera nas najpierw nad rozlewisko z żurawiami.

Żurawie na łące

Szkoda, że jest już marne światło - mamy prawie dwudziestą. Przy żurawiach Pan Marcin pyta nas, czy wiemy co jest muzyką Biebrzy? Wymyślamy - ptaki, ryczące łosie. A on na to - słuchajcie. Słuchamy i znowu coś jakby buczy, jakby gra... Mówię to muszą być jakieś ptaki - może bąki? Nie - mówi Pan Marcin. Tak grają trzciny biebrzańskie... Niemożliwe - ten dźwięk, który towarzyszył nam w trakcie spływu - to grające trzciny??? Zasłuchujemy się w tych dźwiękach jeszcze raz - piękna ta muzyka Biebrzy... Naprawdę piękna...
Pan Marcin komenderuje dalej - do auta. Jedziemy szukać łosi. No niestety, pomimo zatrzymywania się przy wszelakich, możliwych łosiowych polanach - łosi nie ma 🙁 Postanawiam wstać o czwartej rano i jeszcze raz przyjechać na łosiowe polany - w końcu oprócz ptaków, zobaczenie łosia było moim biebrzańskim marzeniem...
Dojeżdżamy do pensjonatu Biebrza24, gdzie dostajemy pyszną kolację, zrobioną przez żonę Pana Piotra.

Kolacja w Biebrza24

Po trzech dniach na kanapkach (choćby wymarzonych przed wakacjami - z mielonką) i zupkach z proszku -  pachnąca  jajeczniczka smakuje wyśmienicie. Jeszcze próbujemy po kieliszeczku biebrzańskiej, wiśniowej nalewki i maszerujemy pod prysznic (cudownie gorący) a zaraz potem do wygodnego łóżka. Dobrze jest trzy dni pocierpieć w niewygodach, żeby potem docenić wygodne łóżeczko - niby zwykłe łóżko a jednak jak królewskie 🙂
Budzę się pięć minut przed czwartą. Na łosie chciałam pojechać sama, ale Pan Mąż postanowił kategorycznie, że będzie mi towarzyszył. Czyżby się obawiał, że zadurzę się w jakimś Panu Łosiu?;D No to dobudzam Pana Męża. Cichutko się ubieramy, żeby nie obudzić Kubusia i jedziemy szukać łosi. Po drodze widzimy bociany, które już wyleciały z gniazd. Maszerują sobie spokojnie po polnej drodze w pierwszych promieniach świtu  i pewnie zaraz wejdą na łąkę w poszukiwaniu śniadania.

Trzy bociany na drodze

Zatrzymujemy się przy każdej przecince leśnej czujnie wypatrując łosi. Wchodzę za drzewa przy drodze a tam są.... krowy dosypiające w oparach porannej mgły. Jedna patrzy zdziwiona w moim kierunku - normalnie o tej porze człowieków nie widuje 😉

Polska krowa biało czarna

Na drodze spokojnie sunie ślimak zaroślowy (Arianta arbustorum) - niby pospolity wg encyklopedii, ale czyż nie piękny?

 ślimak zaroślowy (Arianta arbustorum)

Na żadnej łące łosi nie widać. Jedziemy dalej w stronę zapory. Po prawej stronie Biebrza tonie w porannych oparach, lekko złocona pierwszymi promieniami wschodzącego słońca.

Wschodzące słońce

Słońce pomału wspina się po niebie,

Wschód słońca

żeby już za chwilę złocić całe niebo swoim blaskiem.

Słońce nad rzeką Biebrzą

Jedziemy w miejsce, gdzie wczoraj Pan Marcin pokazywał nam żurawie. Żurawi jeszcze nie ma - czyżby były śpiochami? 😉 Ale na wodzie spokojnie w porannej biebrzańskiej mgle unoszą się młode mewy śmieszki  (Chroicocephalus ridibundus)

mewy śmieszki  (Chroicocephalus ridibundus)

Idziemy się jeszcze przyjrzeć śluzie Dębowo.

Śluza Dębowo

Jest to jedyna zabytkowa śluza na południowym odcinku Kanału Augustowskiego - lata budowy tej śluzy 1826 - 1827.

Zapora drzwi wrota Śluzy

Ten obiekt w szczególności interesuje Matiego, jako inżyniera. Ja dla przyzwoitości robię parę fotek i grzecznie proszę - wracajmy na polany, bo nam łosie pouciekają. Jedziemy. Słońce już jest dosyć wysoko i między koronami drzew rozprasza promienie,

Blask Słońca

pięknie malując drogę.

Droga w Słońcu

Stajemy przy polanie, na której wg Pana Marcina co rano i co wieczór pasie się łoś.

Polana nad Biebrzą

Jakby nie dzisiaj....
Idziemy do końca polany - może będzie za nią. Nie ma. Za to jest całe mnóstwo jego śladów...

Ślady łosia

Tak szybko, jak wchodzimy na polanę, tak szybko mamy zupełnie przemoczone buty, aż chlupocze - a mówiłam w domu, żeby wziąć kalosze... To nie - bo nie będą potrzebne. Idziemy sobie chlupocząc - łosia nie ma. Mati włącza z komórki łosiowe nawoływania. Ryczy, aż miło. Stoimy cichutko i czekamy. Nic z tego. Pani Mama z Biebrzy24 mówiła, żeby wejść do lasu. Idziemy. Mati nie ma na to ochoty, ale dzielnie podąża za żonką. Las jest pełen chaszczy i śladów łosi. Słońce gra na białosrebrzystych pniach brzóz.

Las i zakrzaczenia biebrzańskie

Łosia nie spotykamy, za to las okazuje się królestwem pająków. Ten właśnie do swojej błyszczącej w promieniach świtu pajęczyny złowił na śniadanie pokaźnego komara.

Pajęczyna

Pająk je komara

Wracamy do auta i postanawiamy w nim poczekać - na ewentualne wyjście łosia z lasu. Mati zasypia. Mija godzina postanawiam się przejść wzdłuż drogi, żeby zobaczyć, czy nie ma łosi na innych łąkach. Jest już całkiem jasno - zbliża się siódma rano. Godzina za godziną krajobraz w Dolinie Biebrzy zmienia się, cały czas zachwycając grą światła

Zamglone łąki

i unoszącymi się wilgotnymi oparami nad rozległymi łąkami...

Mgła nad łąkami biebrzańskimi

Widoki piękne, cisza wszechotaczająca. Żadnych ludzi, żadnych samochodów :). No i żadnych łosi 🙁
Wracam do auta. O siódmej trzydzieści postanawiamy wracać. Łosi nie było, ale świt nad Biebrzą był wart kolejnej pobudki o czwartej rano. Wracamy mijając gniazda bocianie. Bociani rodzice karmą już swoje całkiem duże dzieci, tym co złapały podczas porannych łowów na biebrzańskich łąkach. Młode walczą między sobą o każdy kęs

Bocian z małymi

a rodzice starają się dzielić jedzenie sprawiedliwie.

Karmienie małych bocianów
Jedzenie żab przez bociany

Mijamy jeszcze piękne pola z kłosami dojrzewających zbóż -

Pola z owsem

Owies

wśród, których pięknie wyglądają chabry. Właśnie zboża z chabrami kojarzą mi się z naszą polską wsią. Spokojnie mieniącą się pszenicznym złotem, mieszanym zielenią i migoczącą niebieskimi chabrami.

Chabry

Chaber bławatek (Centaurea cyanus)

Chaber bławatek (Centaurea cyanus)

Chaber bławatek (Centaurea cyanus)

Wracamy do pensjonatu Biebrza24. Kubuś jeszcze śpi. Do śniadania mamy jakąś godzinkę, więc robimy sobie w kuchni naszą ekspresikową kawkę. Potem śniadanie - pyszne jak to  u naszych gospodarzy, pakujemy się i jedziemy dalej. Kierunek Puszcza Knyszyńska. Może tam zobaczymy łosie???
A co do Doliny Biebrzy i spływu tratwą? Był to czas, który okazał się dla nas magicznym czasem ciszy, spokoju, bycia jakby poza światem. Czas pięknych świtów, lecących kluczy ptaków, krzyków orła, polujących błotniaków. Czas gorących południ z błyszczącymi w słońcu czaplami białymi, ukwieconymi polanami, pełnymi kolorowych motyli i z ważkami latającymi nad wolnym nurtem Biebrzy. Czas kąpieli wśród podwodnych biebrzańskich lasów rozszczepiających wpadające do wody słoneczne promienie i czas zatapiania oczu w pięknie kwiatów na rzece i jej brzegu. Czas magicznych dźwięków nocy pełnych krzyków ptaków, ryków łosi i kozłów, plusków wody wywołanych przez skaczące bobry. I przede wszystkim czas muzyki biebrzańskich trzcin. Był to też czas ciężkich chwil, gdy wiatr wiał w twarz i każdy metr płynięcia rzeką był trudem. Ale jak w pełni odczuwać i czerpać chwile prawdziwego spokojnego, pełnego relaksu wypoczynku - jeżeli raz na jakiś czas nie poznamy trudu? Był ten spływ naprawdę pięknym czasem a na przyszłość???

Na przyszłość na tratwę zabiorę:

  • wygodniejsze materace, większe poduszki i moskitiery - żeby lepiej wypocząć nocą,
  • jeden dzień zapasu - żeby nie płynąć, gdy wiatr wieje w twarz i nie walczyć z tratwą, która kręci młynki nic a nic nie chcąc płynąć. Tylko, żeby mieć czas na cieszenie się spokojem natury biebrzańskiej, leniwie odpoczywając, gdy warunki do spływania są niekorzystne,
  • jakiś większy reflektor - żeby zrobić lepsze zdjęcia nocą.

I nic więcej do pełnej szczęśliwości na Biebrzy nie potrzebuję... No, może lepszego sprzętu fotograficznego 🙂 Jest na co oszczędzać ;). Warto też przy spływie Biebrzą pamiętać o tym, że w naturze na zwierzaki trzeba cierpliwie poczekać i o tym, że nie zawsze one czekają na Ciebie tam, gdzie się ich spodziewasz. A jak zwierząt nie widzisz, to po prostu trzeba posłuchać... A jak usłyszysz, to ''widzisz'' je całym sobą a nie tylko oczami...
Na koniec jedno jest pewne - że jeśli chcesz uciec, gdzieś poza świat rzeczywisty, człowieczy - to świat Biebrzy jest tym czego potrzebujesz 🙂 A ja już tu chcę wrócić. Jesień będzie świetną porą - na pewno korzystniejszą dla spotykania zwierząt różnorakich... 🙂
I jeszcze jedno - starałam się gatunki zwierząt i roślin nazwać zgodnie z rzeczywistością, ale poszukiwanie dokładnej nazwy tego, co udało mi się sfotografować często było bardzo trudne. Jeżeli zdarzyły mi się jakieś pomyłki - to bardzo przepraszam i proszę o ew. sprostowanie 🙂
Łosiowy dodatek.
W Puszczy Knyszyńskiej pomimo trzy i pół godzinnego czekania na łosia - przy polanie, na której wg  przewodnika z puszczy, klępa z młodym pasie się co wieczór. W czasie którym nasz wiecznie gadający nastolatek siedział cichutko nie pisnąwszy ani słówka - co jest jego rekordem życiowym i największym wyzwaniem tych wakacji. Klępa z młodym, ani żaden inny łoś się nie pojawiły.
Mój fantastyczny synuś, litując się nad mamusią, powiedział - Mamuś, przecież to ja jestem Twoim najmłodszym łosiem i zaczął fikać wesoło przebierając kopytkami po polance o zachodzie słońca.

Naśladowanie łosia

Moje łosiątko jest najfajniejsze... 🙂

Koniec!

Biebrza24 - Serdecznie dziękujemy Sabinie za nieodpłatnie udostępniony materiał z jej bloga, który znjadziecie po tym adresem http://fotoeskapady.blogspot.com/2017/12/czas-w-dolinie-biebrzy-lato.html

PRAWA AUTORSKIE.
Wszystkie zdjęcia i tekst zamieszczony w niniejszym artykule są dziełem autorki bloga i podlegają ochronie prawnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie ich – między innymi kopiowanie, modyfikowanie, powielanie, przenoszenie na inne nośniki, rozpowszechnianie, umieszczanie w innych witrynach – bez wiedzy i zgody autorki, jest zabronione.